" />
Biegać każdy może...
Przemysław Basa - ultramaratończyk

2018

01-02.07.2017 - Mistrzostwa Świata w biegu 24 - Belfast 2017

Dawno nie pisałem, choć mam sporo do przekazania. W ubiegłym roku sporo się działo, ale dzisiaj napiszę o moim najważniejszych zawodach w życiu, czyli Mistrzostwach Świata w biegu 24h, które odbyły się 1-2.07.2017r. w Belfaście.

Czułem, że jestem dobrze przygotowany, wszystkie treningi zostały wykonane w 100%. Martwiłem się tylko o pogodę, a szczerze piszę w momencie lądowania w Belfaście lało jak z cebra. Pozostało mieć jedynie nadzieję, że przez te 24h gdy będziemy biegać aura będzie bardziej sprzyjająca. Po zgłoszeniu się w biurze zawodów i zakwaterowaniu się w miejscu gdzie mieliśmy nocować zrobiliśmy krótki spacer, kilka drobnych zakupów i wesoło spędziliśmy wieczór. Choć początkowo wszyscy byliśmy spięci to swoimi dowcipami i pozytywną energią Paweł Szynal i Andrzej Radzikowski sprawili, że całe napięcie zeszło. Andrzej zaproponował, by mimo iż każdy ma swój serwis to w miarę możliwości nawzajem sobie pomagać. To był naprawdę miły gest, zwłaszcza że niektóre osoby były mało obyte w serwisowaniu na tak wymagającym biegu.

Rano gdy się obudziłem było już bardzo jasno. Najpierw pomyślałem, że zaspałem bo za oknem nikogo nie było widać, ale gdy spojrzałem na zegarek wiedziałem że jest jeszcze bardzo wcześnie. Po śniadaniu przygotowałem wszystkie rzeczy na start, przebrałem się w strój sportowy. Wszyscy udaliśmy się do autokarów, które zawoziły nas na miejsce startu czyli do Parku Victoria.

Tutaj uwijaliśmy się jak mrówki, zwłaszcza nasi serwisanci, aby od początku biegu wszystko mieć przygotowane. Jeszcze parę fotek, słowa motywacyjne i wskazówki i wreszcie udajemy się na start. Tam przypomnienie jak mamy rywalizować oraz bardzo ważna informacja, że na końcu zatrzymujemy się po drugim strzale.

No i ruszamy. Pełni wspaniałych planów, ale też i obaw jak ostatecznie wypadniemy. Pętla ma 1652 metry długości. Dla mnie chyba idealna, bo wiedziałem, że żołądek będzie mniej obciążony jedzeniem i piciem. Moją serwisantką jest Ela Rogóż z Pro Running Promotion, która kilka miesięcy wcześniej zaproponowała mi pomoc na Mistrzostwach Polski w biegu 24h w Łodzi. Tam debiutowała w roli serwisanta, ale muszę przyznać, że świetnie sobie poradziła. Czasami miałem wrażenie, że czyta mi w myślach. Bardzo się ucieszyłem, gdy zgodziła się pomóc mi także na tych najważniejszych dla mnie zawodach.

Podczas biegania zastanawiałem się nad tym jak poradzą sobie wszyscy serwisanci. Było nas 11 zawodników i zawodniczek. Każdy miał co najmniej jednego serwisanta. Każdy miał swoje specyfiki, które miały być podawane podczas biegu, a namiot był tylko jeden o wymiarach 3m na 3m, co dla tylu osób jest naprawdę bardzo niewiele. Gdy do tego dodać emocje, bo każdy z nas chciał zrobić jak najlepszy wynik to aż trudno sobie wyobrazić, żeby nie było problemów. A jednak za każdym razem gdy dobiegałem do namiotu, widziałem współpracę. Wszystko miałem przygotowane, zawsze słyszałem dobre słowo i zachętę. Nasi serwisanci wzięli sobie słowa Andrzeja do serca i stali się jedną rodziną. Naprawdę nie wiem czy w namiocie ktoś się kłócił albo na kogoś narzekał, dla nas zawodników nie było to widoczne i z pewnością miało to wpływ na to, że mogliśmy się skupić wyłącznie na bieganiu.

Na biegu był też z nami Jacek Będkowski, który zaopiekował się naszą drużyną od samego początku. Jacek był dla nas jak ojciec. Wszystko pozałatwiał, zdobył wszelkie potrzebne informacje, zajął się mediami, by ściągnąć polskich kibiców. Informował nas jakie mamy wyniki, nawet wtedy, gdy nie wyświetlały się na tablicy i przede wszystkim motywował do walki. Trudno wyrazić mi słowami wdzięczność, za to co dla nas zrobił.

No tak, ale przecież to były zawody, więc jak one wyglądały. Pogoda na szczęście dopisała. Tylko pierwsze cztery godziny było trochę nieciekawie, gdyż była mżawka i wiało. Na szczęście później było już tylko lepiej. Od początku biegłem w tempie poniżej 5:30/km co kilka osób sugerowało mi, że za szybko. Ja jednak czułem się komfortowo i trzymałem się tego tempa, wiedząc, że w drugiej połowie biegu tempo mi spada. Jak zwykle do 12h godziny idzie mi dobrze, ale mam świadomość, że bieg w nocy w moim wydaniu bywa różny. Przypominam Eli, żeby mnie pilnowała abym nie poszedł spać, ani nie robił dłuższej przerwy. Trochę zaczęliśmy się martwić gdy wyniki przestały się wyświetlać na ekranie, ale wtedy uspokajał nas Jacek, który wszystko śledził online

Mijały kolejne godziny i niestety dopadł mnie kryzys. Jest 19-ta godzina biegu, mam ponad 200km w nogach i nagły spadek mocy. Nie potrafię sobie sam poradzić. Przechodzę do marszu i gdy dochodzę do namiotu Ela widzi, że coś jest nie tak. Mówię, że muszę odsapnąć, że mam dość. Ela zachęca mnie bym ruszył, że to chwilowe i przejdzie za moment. Ruszyłem więc do biegu trochę wolniej, ale jednak biegłem. Gdy jednak zniknąłem z jej oczu znowu przeszedłem do marszu. Zaczynam walkę w głowie by zmotywować się do walki, ale żadne argumenty w tej chwili do mnie nie przemawiały. Gdy docieram do namiotu Ela mi mówi, ze muszę się zmobilizować, gdyż walczymy o brąz dla drużyny. Ten argument był dla mnie piorunujący. Przecież nie mogę pozwolić by przeze mnie drużyna straciła medal. Na drogę dostaję pepsi „extra”. Wtedy nie widziałem, ale okazało się, że Ela wiedząc jak bardzo lubię słodkie rzeczy do tej pepsi dodała jeszcze trochę cukru i muszę przyznać na mnie to podziałało.

Ja jednak zmagałem się z jeszcze jednym problemem. Od 20 godziny biegu czułem, że muszę iść do toalety na posiedzenie. Wiedziałem jednak, że później może by dużo problemów by wrócić do biegu, a przecież walczymy o medal. Jakiś czas później mijał mnie Sebastian Białobrzeski, który słyszał o moich problemach, które miałem pod koniec ME w Albi. Nieświadomy moich obecnych zmagań zażartował bym przypadkiem nie poszedł do toalety. Nie wiem jaką miałem w tym momencie minę i czy zauważył to Sebastian, ale pomyślałem sobie „gdybyś tylko wiedział, że ja walczę z tą myślą od dwóch godzin”!

Na szczęście czas płynie i nadeszła ostatnia godzina biegu. Teraz nie myślałem już o zmęczeniu, tylko o tym by walczyć. Od rana była cudowna pogoda. Słabiutki wiatr i bezchmurne niebo. Robiło się coraz cieplej. Część polskich kibiców, która kibicowała wieczorem, znowu powróciła i przyszli kolejni wraz z całymi rodzinami. To było naprawdę miłe i jednocześnie bardzo mobilizujące. Zresztą wszyscy kibice wszystkim kibicują coś niesamowitego. Widzę jak inni już tylko maszerują, a ja jak feniks z popiołu odradzam się. Nie wiem czy mamy medal na 100%, ale wiem, że poprawiłem swój rekord. W pewnym momencie gdy dobiegam do namiotu krzyczę, że mam 240km. Robię kolejne okrążenia i znowu krzyczę „245”. Ostatnie minuty, a ja ciągle przyspieszam. Ela postanawia towarzyszyć mi na ostatnim okrążeniu. Swoją ciężką pracą jest bardzo zmęczona, a ja biegnę tak szybko (chwilami w tempie poniżej 4min/km) , że nie potrafi mnie dogonić. Pada strzał, po minucie drugi i wreszcie koniec biegu

Czekamy z Elą na domiar. Mój oficjalny wynik to 249km961m czyli ponad 13km lepszy niż rok wcześniej w Albi. Wiem, że zdobyliśmy medale, w tej chwili nie było dla mnie ważne jakie. Byłem szczęśliwy, że dzięki pomocy Eli i wszystkich osób w namiocie i na trasie pokonałem własne kryzysy i nie zawiodłem moich kibiców. Gratuluję całej naszej drużynie i dziękuję wszystkim serwisantom i kibicom oraz naszemu opiekunowi Jackowi Będkowskiemu. Każdy z nas ciężko pracował na swój wynik, ale dzięki współpracy czułem jakbyśmy byli jedną rodziną i jestem pewny, że to przełożyło się na nasz wielki sukces na tych Mistrzostwach Świata.

Wreszcie dochodzą do mnie informacje o pozostałych zawodnikach. Patrycja Bereznowska jest Mistrzynią Świata i ustanawia drugi raz w tym sezonie rekord świata kobiet w biegu 24h. Wicemistrzynią Świata jest Ola Niwińska z nowym rekordem życiowym. Sebastian Białobrzeski jest Wicemistrzem Świata i ustanawia rekord Polski. Drużynowo mamy srebro zarówno kobiet jak i mężczyzn. Mamy też medale w MŚ w kategorii Masters. W sumie z Belfastu przywieźliśmy 8 medali co jest jak dotąd największym osiągnięciem polskich ultrasów na tym dystansie.

Po zawodach wszyscy byli w wyśmienitych nastrojach. Dowiedziałem się, że okrzyknięto mnie najbardziej uśmiechniętym zawodnikiem. Z pewnością to zasługa Eli, ale podobno najmniej narzekałem no i urzekłem wszystkich tym gdy połykałem rozgniecioną i rozpuszczoną w wodzie Nospę z uśmiechem na twarzy Tak było

Muszę przyznać, że cały rok 2017 był dla mnie niesamowity. Może o tym napiszę, kto wie. Jeśli tylko znowu znajdę trochę czasu .

Poniżej kilka statystyk z Mistrzostw Świata w Biegu 24h w Belfaście 01-02.07.2017:

Udział brało: 130 kobiet i 159 mężczyzn z 28 państw

Wyniki kobiet:

1. Bereznowska Patrycja (Polska) – 259km991m (rekord świata i Polski)
2. Aleksandra Niwińska (Polska) – 251km078m
3. Katalin Nagy (Polska) – 250km622m

14. Biegasiewicz Monika (Polska) – 230km817m
16. Matejczuk Agata (Polska) – 228km603m
20. Rajda Aneta (Polska) – 225km306m
63. Grabska-Grzegorczyk Milena (Polska) – 184km863m

Wyniki mężczyzn:

1. Yoshihiko Ishikawa (Japonia) – 270km870m
2. Sebastian Białobrzeski – 267km187m
3. Johan Steene (Szwecja) – 266km515m

16. Basa Przemysław (Polska) – 249km961m
17. Elwart Roman (Polska) – 249km785m
71. Radzikowski Andrzej (Polska) – 212km804m
84. Szynal Paweł (Polska) – 204km544m

Wyniki kobiet drużynowo:

1. USA – 742km509m
2. Polska - 741km886m
3. Niemcy – 691km274m

Wyniki mężczyzn drużynowo:

1. Japonia – 786km463m
2. Polska – 766km934
3. Francja – 758km599m

fot. by Aneta Mikulska